Dlaczego podczas spotkań ze znajomymi jemy więcej?

przyjęcie rodzinne

Na stole pojawiają się przekąski, ktoś zamawia pizzę, a po pewnym czasie otwierana jest kolejna paczka chipsów. Nikt nie planował dużego posiłku… mimo to jedzenia stopniowo ubywa. Towarzystwo może zmienić zarówno wielkość porcji, jak i czas spędzony przy stole. Nie oznacza to, że każde spotkanie kończy się przejedzeniem. Warto jednak wiedzieć, czemu podczas rozmowy trudniej zauważyć kolejną garść przekąsek albo moment, w którym organizm jest już najedzony.

Czy naprawdę jemy więcej w towarzystwie?

Tak, takie zjawisko jest znane badaczom od wielu lat. Osoby jedzące z rodziną lub przyjaciółmi często spożywają większe porcje niż wtedy, gdy siadają do posiłku samotnie. Naukowcy określają to jako społeczne nasilenie jedzenia.

W jednym z badań opartych na dzienniczkach żywieniowych posiłki jedzone w towarzystwie były większe i trwały dłużej. Różnica zależała również od tego, kto siedział przy stole. Najwyraźniej zaznaczała się podczas jedzenia z rodziną oraz znajomymi, przy których uczestnicy czuli się swobodnie. Spotkanie z obcą osobą nie zawsze dawało podobny wynik.

Czy oznacza to, że przyjaciele automatycznie skłaniają nas do przejadania się? Nie. Badania pokazują ogólną zależność, a nie pewny scenariusz dla każdego człowieka. Jedna osoba podczas rozmowy prawie zapomni o jedzeniu. Inna będzie sięgać po przekąski przez cały wieczór, choć już dawno przestała odczuwać głód.

Znaczenie ma również rodzaj spotkania. Zwyczajny obiad z domownikami może wyglądać inaczej niż urodziny, grill albo kilkugodzinna impreza. Podczas wyjątkowej okazji pojawia się więcej potraw. Jedzenie stoi na stole długo, a kolejni goście przynoszą własne przekąski. Trudno więc oddzielić sam wpływ towarzystwa od otoczenia, dostępności potraw oraz czasu spędzonego przy stole.

Mimo tego eksperymenty i obserwacje prowadzone poza laboratorium wskazują w podobnym kierunku. Na nasze codzienne odżywianie wpływa nie tylko głód. Liczy się zachowanie osób siedzących obok, wielkość podanych porcji, atmosfera, a nawet to, jak dobrze znamy pozostałych uczestników spotkania.

Ciekawa jest różnica między jedzeniem przy bliskich a posiłkiem z osobami, na których chcemy zrobić dobre wrażenie. Przy znajomych łatwiej pozwolić sobie na dokładkę. W obecności kogoś obcego możemy natomiast bardziej pilnować sposobu jedzenia i wybrać mniejszą porcję. Otoczenie nie zawsze zwiększa więc ilość spożytego jedzenia. Czasem ją ogranicza.

Wiele zależy też od tego, co rozumiemy przez „więcej”. Mogą to być dwa dodatkowe kawałki pizzy, ale równie dobrze kilka niewielkich porcji rozłożonych na cały wieczór. Człowiek nie ma wrażenia, że zjadł obfity posiłek. Po prostu co pewien czas bierze coś ze stołu… i dopiero pod koniec widzi puste talerze oraz opakowania.

Samo wspólne jedzenie ma przy tym sporo dobrych stron. Sprzyja rozmowie, buduje relacje i pozwala dzielić się potrawami. Większa porcja podczas okazjonalnego spotkania nie jest powodem do wyrzutów. Warto jedynie wiedzieć, że obecność innych naprawdę może zmienić apetyt i zachowanie przy stole.

przyjęcie

Co sprawia, że przy wspólnym stole jemy więcej?

Podczas spotkania rzadko podejmujemy jedną wyraźną decyzję: „zjem dziś większą porcję”. Ilość jedzenia zwiększa się raczej po kawałku. Jedna przekąska podczas rozmowy, później dokładka, a na końcu coś słodkiego. Na nasze codzienne decyzje wpływają wtedy drobne sygnały, których zwykle nawet nie zauważamy.

  • Spotkanie przy stole trwa dłużej niż zwykły posiłek. Samotny obiad można zjeść w kilkanaście minut. Przy znajomych rozmowa przedłuża się, talerze pozostają na stole, a nikt nie spieszy się z ich sprzątaniem. Dłuższy czas oznacza więcej okazji, aby ponownie sięgnąć po jedzenie. Nie trzeba odczuwać głodu. Wystarczy, że między jednym tematem a drugim weźmiesz kolejny kawałek pizzy.
  • Dopasowujemy tempo jedzenia do innych osób. Ludzie często nieświadomie obserwują zachowanie pozostałych uczestników spotkania. Kiedy ktoś je szybko i często sięga po dokładkę, inni mogą zacząć robić podobnie. Działa to również w drugą stronę. Przy osobie jedzącej powoli możemy zwolnić. Takie naśladowanie nie wymaga świadomej decyzji. Po prostu dostosowujemy się do rytmu grupy.
  • Widok jedzących znajomych pobudza apetyt. Nawet po skończeniu własnego posiłku możemy ponownie zainteresować się potrawą, gdy ktoś obok nakłada ją na talerz. Widać parujący farsz, słychać chrupnięcie… i ochota wraca. Jedzenie innych osób staje się wskazówką, że pora nadal trwa i można jeść dalej. Szczególnie łatwo ulec temu przy stole pełnym niewielkich przekąsek.
  • Rozmowa odciąga uwagę od sygnałów sytości. Mózg skupia się na opowieści, żartach oraz odpowiedziach innych osób. Sygnały płynące z ciała schodzą na dalszy plan. Możesz nie zauważyć, że jesz szybciej niż zwykle albo że pierwsze poczucie nasycenia pojawiło się już kilka minut temu. Dopiero po wstaniu od stołu czujesz ciężkość i zastanawiasz się, kiedy właściwie zniknęła cała porcja.
  • Jedzenie pozostaje długo w zasięgu ręki. Miska orzeszków stojąca na drugim końcu pokoju może być obojętna. Ta sama miska ustawiona tuż obok dłoni znika znacznie szybciej. Dostępność skraca drogę między zauważeniem produktu a jego zjedzeniem. Nie trzeba wstawać, otwierać szafki ani przygotowywać talerza. Sięgnięcie po następną porcję zajmuje sekundę.
  • Duży wybór potraw zachęca do dalszego próbowania. Po kilku kawałkach jednego dania jego smak staje się mniej interesujący. Wtedy pojawia się coś zupełnie innego – kwaśna sałatka, słodki deser albo pikantny sos. Nowy smak ponownie przyciąga uwagę, mimo że głód wyraźnie osłabł. Na przyjęciu łatwo więc zjeść po trochu z wielu półmisków, a te małe porcje tworzą razem całkiem obfity posiłek.
  • Wspólne półmiski utrudniają ocenę własnej porcji. Kiedy cały obiad znajduje się na jednym talerzu, łatwiej zobaczyć jego wielkość. Przy przekąskach nakładanych kilka razy pamięć bywa mniej dokładna. Dwa kawałki zjedzone na początku spotkania mogą umknąć, podobnie jak garść chipsów wzięta podczas rozmowy. Brakuje jednego obrazu pokazującego wszystko, co zostało zjedzone.
  • Dokładka wydaje się naturalna, gdy inni nadal jedzą. Pusty talerz może sprawić, że czujemy się trochę poza wspólną czynnością. Jeśli pozostali nakładają kolejne porcje, sami również możemy to zrobić – nawet bez wyraźnego apetytu. Czasami zadziała zwykłe pytanie gospodarza: „Kto chce jeszcze?”. Odmowa wymaga decyzji, a przyjęcie następnego kawałka pozwala dalej uczestniczyć w posiłku.
  • Alkohol może zwiększać zainteresowanie jedzeniem. Sam dostarcza energii, lecz nie zawsze ogranicza późniejszy apetyt. U części osób po drinku lub piwie rośnie ochota na słone i tłuste potrawy. Łatwiej też przestać kontrolować wielkość porcji. Jeśli alkohol pojawia się przez kilka godzin, równolegle z przekąskami, końcowa ilość jedzenia może być znacznie większa od planowanej.
  • Imprezy kojarzymy ze swobodniejszym jedzeniem. Urodziny czy spotkanie po dłuższej przerwie są traktowane inaczej niż zwykły wtorkowy obiad. Pojawia się myśl, że dziś można spróbować wszystkiego. Nie musi być wypowiedziana na głos. Tak działa skojarzenie między świętowaniem a obficie zastawionym stołem. Jeśli podobny schemat powtarzał się przez lata, uruchamia się niemal automatycznie.

Żaden z tych powodów nie musi samodzielnie prowadzić do większej porcji. Najczęściej kilka z nich nakłada się na siebie. Spotkanie trwa długo, przekąski stoją blisko, a osoba siedząca obok właśnie bierze dokładkę… wtedy łatwo jeść dalej, choć fizyczny głód już minął.

Jak cieszyć się wspólnym jedzeniem i nie ignorować sytości?

Spotkanie ze znajomymi nie musi zmieniać się w ciągłe pilnowanie każdego kęsa. Liczenie chipsów podczas rozmowy raczej nie poprawi atmosfery… a może odebrać przyjemność ze wspólnego wieczoru. Wystarczy od czasu do czasu zwrócić uwagę na to, co dzieje się z apetytem.

Dobrym początkiem jest niezasiadanie do stołu z bardzo silnym głodem. Pomijanie wcześniejszych posiłków po to, aby „zostawić miejsce” na imprezę, może zakończyć się szybkim jedzeniem zaraz po przyjściu. Gdy organizm domaga się energii, zapach potraw i pełne półmiski stają się jeszcze trudniejsze do zignorowania.

Na początku można nałożyć porcję, która wydaje się odpowiednia w danym momencie. Jeśli po jej zjedzeniu nadal czujesz głód, zawsze możesz wrócić po więcej. Taki niewielki odstęp pozwala zauważyć nasycenie, zanim na talerzu znajdzie się kolejna duża dokładka.

Pomaga też korzystanie z talerza. Przekąski jedzone bezpośrednio z paczki szybko tracą swoją „historię”. Nie widać, ile było ich wcześniej ani jak wiele już zniknęło. Gdy przełożysz porcję do małej miski, ilość staje się bardziej czytelna. Nadal możesz ją uzupełnić, jeśli masz ochotę.

Co pewien czas warto zadać sobie krótkie pytanie: „Czy nadal jestem głodny, czy jem dlatego, że jedzenie stoi obok?”. Odpowiedź nie zawsze pojawi się natychmiast. Możesz odłożyć przekąskę, wrócić do rozmowy i sprawdzić ponownie za kilka minut. Jeśli ochota pozostaje, zjesz ją świadomie.

Znaczenie ma także ustawienie stołu. Chipsy stojące przez cały wieczór tuż przed Tobą będą regularnie przyciągać wzrok. Wystarczy przesunąć miskę nieco dalej, aby każde sięgnięcie wymagało małej decyzji. Niby niewielka zmiana, lecz automatyczne podjadanie staje się rzadsze.

A co z odmową dokładki? Nie wymaga długiego tłumaczenia. Krótkie „dziękuję, na razie wystarczy” zazwyczaj zamyka temat. Jeśli za chwilę ponownie poczujesz głód, możesz zmienić zdanie. Sytość nie jest przecież deklaracją składaną na resztę wieczoru.

Warto również rozdzielić jedzenie od przebywania przy stole. Po posiłku można przenieść rozmowę na kanapę, wyjść na krótki spacer albo włączyć grę. Gdy jedzenie przestaje być centralnym punktem spotkania, łatwiej zakończyć posiłek bez poczucia, że kończy się również wspólnie spędzany czas.

Nie trzeba odmawiać sobie ulubionego deseru tylko dlatego, że wcześniej pojawiła się sytość. Możesz wybrać mniejszy kawałek, podzielić porcję z kimś albo poczekać, aż znów pojawi się ochota. Przyjemność z jedzenia nie zależy od tego, czy porcja jest duża.

Wspólne posiłki są częścią relacji i nie ma potrzeby zamieniać ich w test samokontroli. Wystarczy częściej zauważać sygnały ciała, a jednocześnie pozwolić sobie na rozmowę, ulubioną potrawę oraz czas spędzony z bliskimi. Jeden obfitszy wieczór nie określa całego sposobu odżywiania.

Więcej ciekawych informacji znajdziesz na stronie: https://poranek.pl/baza-wiedzy/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *